JEŚLI UDAŁO MI SIĘ TAM, UDA MI SIĘ WSZĘDZIE

Utworzone: piątek, 18 sierpnia 2017

Rozmowa z Rafałem Olbińskim, polskim malarzem, grafikiem, twórcą ilustracji i plakatów znanych na całym świecie.

Co Pana skłoniło do powrotu do Polski po 30 latach w Stanach Zjednoczonych?

- Po 34 właściwie. Przede wszystkim stwierdziłem, że za długo jestem w jednym miejscu. Nowy Jork jest wyczerpującym miastem. Tam cały czas trzeba być na najwyższych obrotach, zasuwać. A druga rzecz, która mnie skłoniła do powrotu to to, że w Polsce stał się cud, weszliśmy do Unii Europejskiej. Uważam, że jest to niesamowitym zupełnie zdarzeniem w naszej historii. Wydawało mi się, że tu nareszcie, po kilkuset latach, dzieją się rzeczy bardzo pozytywne. Chciałem być tego świadkiem i w pewnym sensie także uczestnikiem. No ale niestety, pewnie będę musiał to przewartościować i zastanowić się czy nie wrócić. W moim przypadku trudno nawet mówić o powrocie. W każdej chwili mogę wsiąść w samochód lub samolot i znaleźć się, gdzie tylko chcę. 

Olbinski

Retrospektywna tożsamość II

No właśnie, wyjechał Pan z komunistycznej Polski w 1981 roku. Myślał Pan, że wraca do zupełnie innego kraju. A dokąd tak naprawdę Pan wrócił?

- Mam wrażenie, że dziś kółko się zamyka i komunizm wraca. Jestem dosyć starym facetem i pamiętam, jak było. W związku z tym te wszystkie rzeczy, prawidłowości, które się teraz dzieją, są - moim zdaniem - jak odbicie w lustrze tamtych starych czasów. Mimo, że się to wszystko inaczej nazywa, to wygląda tak samo. 

Czyli zmieniły się jedynie sztandary, a mechanizmy są te same?

- Wydaje mi się, że gdyby komuniści nie popełnili błędu i się nie skonfliktowali z kościołem, to rządzili cały czas. A to dlatego, że znaczna część naszego społeczeństwa jest totalnie nieprzygotowana do demokracji. Zresztą nie ma się czemu dziwić. Demokracji w Polsce nigdy nie było. Pierwsze próby jej wprowadzenia były szybko zdławione. Nie mam też na myśli tej demokracji szlacheckiej, w której  10% ludzi było właścicielami 90% społeczeństwa. Nie było też nigdy w Polsce mieszczaństwa, które jest podstawą demokracji i tworzenia się klasy średniej. Mieszczaństwo było zawsze napływowe albo takie szczątkowe. Zawsze mieliśmy po prostu społeczeństwo folwarczne. A takie nie potrafi zrozumieć, nie wie, co znaczy wolność. Bo wolność zobowiązuje, trzeba sobie wówczas przede wszystkim samemu dawać radę. Jak widać, większość Polaków jest do tego totalnie nieprzygotowane. Zawsze był jakiś proboszcz, wójt czy pan. Wszystko dostawano na tacy. Oczywiście pracowano ciężko, wręcz niewolniczo, ale wszystko było załatwione.

Olbinski

Pokój z widokiem III

A zatem podawano na talerzu gotowe regułki na życie, które zwalniały z myślenia?

- Dokładnie. Dzisiejsze społeczeństwo tak naprawdę tęskni za tym, żeby był jakiś jeden wódz. Przecież kiedy do Polski przyjechał Donald Trump, to było coś niesamowitego. Nie wierzyłem własnym oczom, widząc ten głupi naród, który witał go, jak jakiegoś cara. Mam wrażenie, że większość społeczeństwa w naszym kraju potrzebuje właśnie takich ludzi bogatych, święcących. Jak był car to i był biskup i oni mówili, jak należy myśleć.

Rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że Ci Polacy, którzy przyjechali na spotkanie z prezydentem Trumpem, bardziej go kochają, niż sami amerykanie. 

Ta grupa ma te same cechy, co wyborcy Trumpa w Stanach Zjednoczonych. Głosował na niego środek Stanów, gdzie dominują niewykształceni, również roszczeniowi ludzi, którzy pojęcia nie mają o świecie. W życiu paszportu nie mieli, bo go nie potrzebują. Uważają, że Ameryka jest najpiękniejszym krajem, najlepszym, najlepiej rządzonym na świecie. Totalne kołki po prostu. Jak tutaj.

Dlatego dziś waham się czy pozostać w Polsce czy też wyjechać. Wydawało mi się, że cud się stał w Polsce. Bo się stał naprawdę.

Olbinski

Wspomnienie ulotnej sławy

Ale krótko trwał?

- No tak, podobnie, jak Konstytucja 3 Maja też krótko trwała …

Tworzyć artysta może w zasadzie wszędzie. Ale czy atmosfera Nowego Jorku, w jakiś sposób wpłynęła na Pańską twórczość? Czy równie dobrze mógłby Pan schować się w jakimś miasteczku na Mazurach i robić to samo, co tam?

Przypuszczam że nie. Nie bez przyczyny wybrałem Nowy Jork. Tam mogłem spotkać ludzi z całego świata. Artystów, którzy stanowili dla mnie wielką konkurencję. A sukces twojego adwersarza stymuluje i powoduje twój sukces, bo sprężasz się i chcesz coś jeszcze lepiej zrobić. Nowy Jork to także natychmiastowa weryfikacja czy to co robisz, jest dobre czy nie. Jest to oceniane przez najtrudniejszy rynek na świecie i najbardziej surowych sędziów.

Bez tego prawdopodobnie nie odkryłbym siebie. Dopiero bowiem w tego typu ekstremalnych sytuacjach, poznaje się właściwe wartości, swoje cechy charakteru. Ktoś powiedział, że szczęście to jest życie na swój potencjał. Ale w jaki sposób możemy żyć na miarę swojego potencjału, jeśli go nie znamy. Możemy go tylko poznać w konfrontacji, w walce i konkurencji. Nowy Jork w tym kontekście był dla mnie bardzo ważny. Bez tego nie byłbym tu, gdzie jestem. Nie miałbym pewności siebie, a Nowy Jork daje pewność siebie. Tak jak w piosence Franka Sinatry ,, If I can make it there, I'll make it anywhere" (Jeśli uda mi się tam, Uda mi się wszędzie). I to jest prawda. Zresztą parę razy to sprawdzałem. Kiedy byłem gdzieś tam, na przykład w Japonii i mówiłem, że jestem z Polski, nie robiło to żadnego wrażenia. Ale kiedy powiedziałem, że jestem z Nowego Jorku to od razu "czapki z głów" i wszyscy zainteresowani. Czy to jest fair czy nie, to już inna sprawa, ale tak jest.

Czy może Pan powiedzieć, że po pobycie w Nowym Jorku czuje Pan wewnętrzną satysfakcję?

Na pewno tak, ponieważ brałem udział w konkurencji, która dotyczy tego, co robię. Zarówno, jeśli chodzi o ilustrację, design, projektowanie plakatów czy jakichś innych rzeczy. Miałem okazję konfrontować się z najlepszymi na świecie. Czasami te konfrontacje przegrywałem, czasami wygrywałem, ale to była walka jak równy z równym. Na pewno daje mi satysfakcję fakt, że jestem uznawanym przez swoich konkurentów twórcą. To daje także poczucie spełnienia. W tym sensie.

Jest Pan zaliczany do grona najlepszych polskich przedstawicieli magicznego realizmu. Wymienia się Pana jednym tchem obok między innymi Beksińskiego, Siudmaka, Sętowskiego czy Yerki. Jak się Pan czuje w takim gronie?

Prawdę mówiąc bardzo nie lubię takich etykietek, szufladkowania w realizm magiczny czy nie magiczny. Ja po prostu robię swoje. Nawet, kiedy ktoś mówi do mnie "artysta", to co to znaczy? Ja chcę być Rafałem Olbińskim. Chcę robić najlepiej, jak potrafię to, co robię, niezależnie czy piszę coś, czy robię scenografię, czy projektuję plakat lub maluję jakiś obraz. To nie ja, lecz inni wciskają mnie na półkę z napisem magiczny realizm. Czy faktycznie tam akurat jestem, to sporna sprawa i specjalnie się tym nie podniecam. A nawet niespecjalnie to lubię. Dlatego, że człowiek tak naprawdę cale życie tworzy siebie w różnych aspektach. Dlatego fajnie nie być nazywanym magicznym realistą czy tam artystą lub piekarzem. Tylko być właśnie nazywanym po nazwisku. Pan Józef Nowak, który właśnie przy okazji piecze coś, ale również na przykład gra dobrze w siatkówkę, ale również jest świetnym ojcem itd. itd. Każda z tych rzeczy jakoś nas określa. Również ja, gdybym w tym momencie przestał malować i zajął się pisaniem - a mam już dwie książki wydane - mógłbym powiedzieć, że jestem pisarzem. I teraz jakim pisarzem? Napisałem baśnie, opowiadania, ale mogę także - co mnie bardzo kręci - napisać powieść kryminalną. Czyli po prostu trzeba sobie stawiać jakieś tego typu zwariowane cele, żeby sprawdzać czy powiedzmy ten Józek Nowak lub Rafał Olbiński to jest osobowość. To jest jedyna w swoim rodzaju osoba, a nie jakiś tam numer statystyczny, który z kolei w jakiejś tam klasyfikacji mieści się w realizmie magicznym.

Olbinski

Powierzchowna analogia

 

Czyli zostawia Pan sobie większą swobodę?

Tak to po prostu widzę. Nie bardzo wiem, co to znaczy realizm magiczny i specjalnie w to nie wnikam. W moim przekonaniu, moje ideały czy moje wzorce są totalnie inne. Owszem, lubię malarstwo symboliczne XIX w. Lubię Watts’a, Bocklina, z Polski Malczewskiego, ale czy oni są przedstawicielami realizmu magicznego? No chyba nie. A jednak też malują różne zabawne sceny, mitologiczne - jak się mówi o Bocklin’ie - i również grają emocjami. A to, co ja robię … no czasami są to portrety, czasami także jakieś emocjonalne obrazy. I dlatego może ktoś mnie tam za klasyfikuje. Je jednak tego bardzo nie lubię. Uciekam od takich klasyfikacji. Jeżeli uda mi się stworzyć siebie i będę to ja, to będzie cudownie. A jeżeli będę jednym z tych magicznych realistów… no to wtedy będzie klęska.

 

Mimo wszystko będę się upierał, że rodzaj fantastyki w sztuce, malarstwie, w filmie w tej chwili zdobywa coraz więcej zwolenników.

Oczywiście ma Pan rację. Ta fantastyka w sumie zaczęła się od tego, że Ci malarze byli ilustratorami książek fantastyczno-naukowych. To był niesamowicie wielki rynek. Pamiętam, bo też robiłem coś takiego na zamówienie. To byli świetni ludzie, technicznie genialni, mieli fantastyczny warsztat, dzięki czemu te okładki tak dobrze się sprzedawały. A później ci sami ludzie zaczęli prezentować swoje prace w galeriach. Ale na początku były właśnie te książki fantastyczno-naukowe. Ja zupełnie przypadkiem znalazłem się w tym towarzystwie i było mi bardzo miło w tym fantastycznym gronie.

A czy zna Pan współczesnych, młodych polskich malarzy?

Wie Pan, uczciwie powiem, że nie bardzo. Nie dlatego, że nie chcę czy mnie to nie interesuje. Po prostu tak mam mało czasu, że jestem jak przywiązany do stołu. Jeżeli już mam chwilę i szukam inspiracji czy  takiego odejścia od codzienności,  to wtedy jadę do jakiegoś muzeum ważnego na świecie. I oglądam dzieła malarzy, chociażby tych dziewiętnastowiecznych. To jest ogromnie fantastyczne malarstwo, które jest w pewnym sensie zapomniane. A to dlatego, że impresjonizm zabił całe akademickie malarstwo tamtego okresu. Ale jest to malarstwo genialne. Wystarczy iść do muzeum d’Orsay czy gdzie indziej na świecie. Z całym szacunkiem dla moich kolegów, malarzy, tych właśnie z magicznego realizmu, polecam im takie podróże. Uważam, że dla każdego z malujących jest to świetna inspiracja. W pewnym sensie są oni odniesieniem w stosunku do tych mistrzów, których wielu już zapomniało. Są oczywiście także żyjący malarze, których bardzo lubię i którzy mi imponują. Którzy tworzą coś, co można nazwać magicznym realizmem. Ale to jest bardziej zbliżone do symbolistów: mroczne, fajne i genialnie technicznie wykonane.

Nie tak dawno w Wiśle powstało Muzeum Magicznego Realizmu "Ochorowiczówka", gdzie można takie prace zobaczyć, również i te wykonane przez Pana.

To bardzo dobrze. Uważam, że to genialna sprawa. Jak już mówiłem, to jest bardzo ciekawy nurt. Trochę go liznąłem w Stanach Zjednoczonych, gdzie parę razy brałem udział w tego typu wystawach. To jest również ogromny rynek, bo ludziom się to podoba, jest przystępne. W sensie uczciwe i pozwala wejść w świat fantazji w sposób bardzo przekonywujący. Pozwala na swobodną interpretację, każdy może sobie dopowiedzieć historię przedstawioną na obrazie. Szczególnie młodzież jest bardzo na to otwarta. Dlatego takie muzeum ma absolutną rację bytu. Uważam że to świetny pomysł, że coś takiego powstało. Muzeów z tak zwaną sztuką nowoczesną jest dużo, ale frekwencja w nich jest słaba. A tutaj wręcz odwrotnie, bo to po prostu wychodzi, na przeciw zainteresowaniom, szczególnie młodzieży. A wszelkiego rodzaju współczesne komiksy czy filmy w pewnym sensie podpierają, te trendy.

Olbinski

Urodziny Natalii

Pana prace znajdowały się na okładkach "The New York Times", "Newsweek", "BusinessWeek" czy "Der Spiegel". Jest Pan chyba najbardziej znanym na świecie polskim ilustratorem?  Czy jest ktoś, kto w tym obszarze mógłby z Panem konkurować?

Sądzę, że był. Mam na myśli Władysława Teodora Bendę. Odkryłem go kilka lat temu, kiedy w Stanach Zjednoczonych ukazało się wydawnictwo książkowe poświęcone właśnie ilustratorom. Cała historia tej dziedziny podzielona została na dekady. Znalazłem się w dekadzie 1990-2000 jako jeden z kilku, którzy w tym wydawnictwie zostali przedstawieni. Nagle zobaczyłem nazwisko Bendy w dekadzie 1910-20, który został opisany jako jeden z pierwszych, najważniejszych ilustratorów tamtej epoki. Okazało się przy okazji, że był współzałożycielem fundacji kościuszkowskiej, bardzo aktywnym patriotą, był przyjacielem Paderewskiego. Ponadto fantastycznym ilustratorem. W swojej epoce był w gronie tych, którzy wyznaczali nowe prądy. Było bardzo popularny w Stanach, a jego ilustracje znajdowały się na okładkach najważniejszych ilustrowanych magazynów. Przez długi okres czasu był super gwiazdą. A to nie jest proste, by zostać super gwiazdą amerykańskiej ilustracji w jej złotej erze. Muszę przyznać, że znalezienie się w gronie tych największych nazwisk amerykańskiej ilustracji było fantastyczne. Szkoda, że w Polsce tak mało się mówi o ludziach, takich jak Władysław Benda, o naukowcach, jak Julian Ochorowicz, lekarzach czy artystach. Dużo natomiast mówi się o piłkarzach i bokserach…

Co w tej chwili robi Rafał Olbiński? Czym się zajmuje?

W tej chwili przygotowuję się do wystawy jubileuszowej, która odbędzie się w listopadzie. Robię serię obrazów, duży katalog. Znajdą się w nim nie tylko ilustracje i obrazy. Będą tam również szkice, jakieś moje komentarze pseudo-filozoficzno-poetyckie. Mam też bardzo dużo zamówień na obrazy. Dlatego nie mogę się oderwać, nigdzie nie chodzę i nie oglądam prac kolegów. To jest jedyny powód.

Dziękuję za rozmowę

 

Marek Szeles

Gorące tematy

CO MA WSPÓLNEGO DORADCA TRUMPA, MACIEJ ORŁOŚ I PREZYDENT MIASTA?

CO MA WSPÓLNEGO DORADCA TRUMPA, MACIEJ ORŁOŚ I PREZYDENT MIASTA?

Zaufany doradca Donalda Trumpa Jonny Daniels, Maciej Orłoś i kilkunastu czołowych ekspertów od wizerunku, PR-u i marketingu w Polsce. I temat przewodni: Marketing polityczny a polityka wyborów. więcej

OFF-EM O OFF-IE

OFF-EM O OFF-IE

Ten festiwal nie ma się podobać. Ma intrygować, zadawać pytania, pobudzać do dyskusji i pokazywać wszystko to, co stanowi alternatywę dla utartych ścieżek muzycznych, myślowych, mentalnych. więcej

JEŚLI UDAŁO MI SIĘ TAM, UDA MI SIĘ WSZĘDZIE

JEŚLI UDAŁO MI SIĘ TAM, UDA MI SIĘ WSZĘDZIE

Rozmowa z Rafałem Olbińskim, polskim malarzem, grafikiem, twórcą ilustracji i plakatów znanych na całym świecie. więcej

Męskie Granie - Katowice

Męskie Granie - Katowice

Męskie Granie w Katowicach, czyli muzyczne legendy i nowe brzmienia Męskie Granie już w sobotę 22 lipca w Katowicach. Będzie to trzeci koncert sponsorowanej przez markę Żywiec trasy. Na więcej

GLIWICE - JAZZ W RUINACH

GLIWICE - JAZZ W RUINACH

Jazz w Ruinach, jeden z najoryginalniejszych festiwali jazzowych, skupiający się na młodych, wschodzących gwiazdach, festiwal interdyscyplinarny, łączący kolejne obszary sztuki, rusza po raz więcej