TYRASPOL - MIASTO WIDMO

Utworzone: środa, 22 listopada 2017 Autor: DM Źródło: DM

Tyraspol zwany "miastem widmem" to stolica jednego z najbardziej tajemniczych "państw" w Europie. Samo określenie "państwo" jest pewnym nadużyciem, ponieważ żaden kraj na świecie nie uznaje go jako pełnoprawnego bytu -z wyjątkiem równie zbuntowanych i separatystycznych Osetii Południowej oraz Abchazji. O czym więc mowa? O Naddniestrzu, a dokładnie o Naddniestrzańskiej Republice Mołdawskiej. Żeby wytłumaczyć czym dokładnie jest Naddniestrze należy wrócić do wczesnych lat 90'. Wtedy to mieszkańcy południa Mołdawii uznali, że po rozpadzie Związku Radzieckiego bliżej im do Rosji niż do Mołdawii ze stolicą w Kiszyniowie. Mało kto w Polsce pamięta ten czas. Większość z nas zajęta była wtedy odkrywaniem uroków demokracji i wolnego rynku na rodzimym podwórku. Tymczasem w niedalekiej Mołdawii toczyła się niemal dwuletnia wojna domowa, w której  życie straciło 899 mieszkańców Naddniestrza, które chciało być niepodległe wbrew wszystkim. Granicę zbuntowanej republiki wyznacza linia Dniestru - największej rzeki w tej części Mołdawii.

            Moja przygoda z krajem, o którym mało kto słyszał i z którego filmiki na Youtubie zamykają się w liczbie kilku, zaczęła się na posterunku granicznym w miejscowości Bendery (Tighina), gdzie przeszedłem skomplikowaną procedurę wizowo-paszportową. Całość formalności zajmuje około godziny przy założeniu, że celnik zna minimalnie angielski lub my znamy rosyjski, gdyż dominującym językiem jest właśnie rosyjski. Dodatkowo "wyceniana" jest też winieta za wjazd do Naddniestrza w zależności od pojemności silnika i roku produkcji samochodu. W moim przypadku koszt ten wyniósł 12 euro, a potwierdzenie wpłaty wydawane jest na druku przypominającym polskie świadectwo szkolne. Dokument ten był wielokrotnie sprawdzany. Potrzebny był nawet podczas kontroli drogowej trwającej ponad godzinę, którą spędziłem w naddniestrzańskim radiowozie. Na szczęście skończyło się tylko na protokole podpisanym w czterech miejscach. Sam protokół wydrukowany był w cyrylicy, tak więc niewiele mogłem z niego zrozumieć. Od mandatu uratowało mnie zapewne to, że w tym dniu obchodziłem urodziny, co policjanci wyczytali z mojego paszportu. Już przy pierwszym kontakcie z Naddniestrzem widzimy czego się można spodziewać po dalszej wizycie. Uzbrojeni w broń długą żołnierze z sierpem i młotem na czapkach, transportery opancerzone okopane i przykryte siatkami maskującymi czekają tak pewnie od 25 lat na jakiekolwiek ruchy ze strony mołdawskich wojsk. Powiewające flagi z symbolami upadłej epoki ZSRR, ulice: Lenina, Karola Marksa i Wodociągi im. 1 maja. Całość sprawia wrażenie zmiksowania lat 50 głębokiego komunizmu bloku wschodniego z czasem współczesnym, smartfonami, kafejkami i gdzieniegdzie szklanymi budynkami. Ilość bodźców dla człowieka, który załapał się ledwo na końcówkę stanu wojennego i czasów wielkiego brata jest olbrzymia, a czasu na zwiedzanie bardzo mało i to dosłownie. Przekroczenie granicy i wydanie wizy rozpoczyna gonitwę z czasem jej upływu, ponieważ do Naddniestrza można wjechać  dosłownie na 10 godzin. Czas na wizie podawany jest co do sekundy, w przypadku opuszczenia kraju po jego upływie wyznaczonych 10 godzin delikwent taki karany jest grzywną w wysokości, bagatela 750 euro. Jedyną możliwością przedłużenia pobytu jest potwierdzenie zameldowania się w hotelu na 24 godziny, co wiąże się z niemałymi kosztami, ponieważ w Tyraspolu hoteli jest jak na lekarstwo. Drugi sposób to zgłoszenie się na komisariat z kimś kto potwierdzi, że nas przyjął pod dach i przenocuje. Ciekawe, czy znalazłby się taki gieroj.

            Dojeżdżając do stolicy zbuntowanej republiki, czyli Tyraspolu, mija się pomniki żywcem wyciągnięte z epoki Lenina. Sierpy i młoty są tak wszechobecne, że przestają robić wrażenie i wtapiają się integralnie w krajobraz miasta. Największe wrażenie robi jednak główna ulica miasta, przy której znajduje się w zasadzie wszystko. Banki, pomniki, kinoteatr, czołg T-34, wieczny ogień, Dom Muzyki i wiele innych temu podobnych instytucji. Niby typowy widok, choć uderzające są różnice. Ulica szeroka i długa jak pas startowy jest niemalże pusta. W obie strony po dwa pasy, każdy z nich szerokości naszych trzech. Tak więc przejście z jednej strony ulicy na drugą to pokonanie pasów o szerokości ponad 80 metrów. Ta pustka  właśnie odróżnia ją od innych europejskich ulic tego typu. Na całej długości jest może 25 samochodów. Sygnalizacja świetlna mogłaby zrobić sobie wolne, lecz cierpliwie zmienia światła jedno po drugim. Na co drugiej zmianie, ktoś może na nią spojrzy, ale to maksymalnie dwa lub trzy samochody. Tak wygląda 130 tysięczne miasto w godzinach szczytu. Ktoś w oddali zamiata zamieciony chodnik, dwóch starszych mężczyzn  czyści pomnik. Mówią, że z brązu i z dumą chwalą się, że jest pełny w środku. Na dowód tego jeden z nich puka w posąg i przysłuchuje się, czy trafił na pustą przestrzeń. Nie trafił. Jeden z nich czyści pierś tego brązowego posągu szmatką wielkości pudełka zapałek, a po informacji, że jestem polakiem mówi, że był kiedyś w Polsce bo kupił samochód w Tarnowskich Górach i zna Gliwice i Zabrze. Nawet tu można poczuć się swojsko. Jak się później okazało, panowie od pomnika to jedyne osoby, które weszły w interakcję. Reszta na pytanie o możliwość sfotografowania udziela w pośpiechu odpowiedzi w stylu: "to nie jest dobre".

            Dodatkowym smaczkiem, którego nie sposób przeoczyć jest wszechobecny koncern Sheriff, który w Naddniestrzu włada praktycznie wszystkim i jest wszędzie. Na próżno szukać o nim informacji w sieci. Jest równie tajemniczy, jak cała reszta tego miejsca. Tak więc poruszając się po mieście spotkać możemy: stacje benzynowe, hipermarkety, gazety, siedzibę radia i telewizji z logo gwiazdy szeryfa. W tym miejscu nie sposób pominąć wielkiego fenomenu, jakim jest tutejsza drużyna piłkarska Sheriff Tiraspol, która regularnie występuje w europejskich pucharach, w tym nawet w Lidze Mistrzów, co jak na te rejony porównywalne jest do występów Niecieczy w Ekstraklasie. Drużyna w Polsce znana jest z tego, że odprawiła z kwitkiem Legię Warszawa w Lidze Europy w sierpniu 2017 roku. Jej symbolem jest - jakżeby inaczej - wspomniana gwiazda szeryfa, ponieważ cała drużyna należy do koncernu. Drugą rzeczą, z której słynie Tyraspol jest Kvint np. XO, czyli znany koniak leżakujący minimalnie 10 lat w drewnianych beczkach znajdujący się na pozycji obowiązkowych ekskluzywnych alkoholi na listach znawców gatunku.

            Tak właśnie wygląda współczesny skansen. Zamieszkała metropolia spod znaku sierpa i młota pod kuratelą Rosji, w której ludzie poruszają się niczym statyści w Truman Show, a zobaczenie samochodu z zagraniczną rejestracją jest wydarzeniem tygodnia. Spacerując po ulicach Tyraspolu nie spotkałem ani jednego turysty czy kogokolwiek obcego, kto wyglądałby na kogoś kto znalazłby się tu przypadkiem. Ludzie widząc mnie z aparatem na szyi przyglądali się z wyraźnym zaciekawieniem. Całość sprawia wrażenie bardzo poukładanego miasta, które zgubiło się gdzieś w otaczającej je rzeczywistości, próbującego dogonić znany nam zachód na swój specyficzny i siermiężny sposób. 

 

 

 

Drogi czytelniku, powyższy tekst nie jest przewodnikiem typu "co warto zobaczyć w Naddniestrzu", lecz zachętą do odwiedzenia tego rejonu świata, poszukania dostępnych informacji i odkrycia go na swój sposób. Jeśli będziesz mieć jakieś pytania z przyjemnością na nie odpowiem i postaram się rozwiać ewentualne  wątpliwości.

 

 

 

Tekst i fotografie: Daniel Dmitriew

Gorące tematy

Czytanie to nie kara, to przyjemność – Nicholas Sparks

Czytanie to nie kara, to przyjemność – Nicholas Sparks

100 milionów sprzedanych egzemplarzy dwudziestu tytułów na całym świecie. Ponad połowa powieści zekranizowanych. Czy te liczby mówią o sukcesie Nicholasa Sparksa? Dla niego więcej

TYRASPOL - MIASTO WIDMO

TYRASPOL - MIASTO WIDMO

Tyraspol zwany „miastem widmem” to stolica jednego z najbardziej tajemniczych „państw” w Europie. Samo określenie „państwo” jest pewnym nadużyciem, ponieważ żaden kraj na świecie więcej

CO MA WSPÓLNEGO DORADCA TRUMPA, MACIEJ ORŁOŚ I PREZYDENT MIASTA?

CO MA WSPÓLNEGO DORADCA TRUMPA, MACIEJ ORŁOŚ I PREZYDENT MIASTA?

Zaufany doradca Donalda Trumpa Jonny Daniels, Maciej Orłoś i kilkunastu czołowych ekspertów od wizerunku, PR-u i marketingu w Polsce. I temat przewodni: Marketing polityczny a polityka wyborów. więcej

OFF-EM O OFF-IE

OFF-EM O OFF-IE

Ten festiwal nie ma się podobać. Ma intrygować, zadawać pytania, pobudzać do dyskusji i pokazywać wszystko to, co stanowi alternatywę dla utartych ścieżek muzycznych, myślowych, mentalnych. więcej

JEŚLI UDAŁO MI SIĘ TAM, UDA MI SIĘ WSZĘDZIE

JEŚLI UDAŁO MI SIĘ TAM, UDA MI SIĘ WSZĘDZIE

Rozmowa z Rafałem Olbińskim, polskim malarzem, grafikiem, twórcą ilustracji i plakatów znanych na całym świecie. więcej